Konwent dominikański

Historia Konwentu Dominikańskiego w Żninie w opracowaniu śp. Andrzeja Hoffmanna, która ukazała się w publikacji pt ” Żnińscy Dominikanie”

Dominikanami zwą zakonników kaznodziejskiego zgromadzenia założonego przez hiszpańskiego duchownego Dominika de Guzmana, żyjącego w latach od około 1170 do 1221. Celem skupionych przy Dominiku kaznodziejów było zwalczanie szerzącej się na południu Francji herezji albigensów. W 1215 r. otrzymali oni prawo głoszenia kazań w diecezji Tuluzy. W rok później Dominik wraz z towarzyszami przyjął regułę św. Augustyna tworząc kongregację kanoników regularnych o charakterze zakonu. Reguła zgromadzenia, znana w redakcji z 1228 r., zwracała szczególną uwagę na zachowanie ascezy i ubóstwa oraz studia teologiczne jako podstawowe warunki powodzenia misji kaznodziejskich. Zakon szybko zdobywał popularność. W chwili śmierci założyciela liczył około 70 domów w całym katolickim świecie. Jego główne ośrodki powstały w Paryżu i Bolonii — intelektualnych centrach XIII-wiecznej Europy. Zmuszeni regułą do nauki dominikanie w znacznym stopniu przyczynili się do rozwoju uniwersytetów, których byli nie tylko studentami, ale i znakomitymi wykładowcami. Demokratyczny centralizm (bezwzględne posłuszeństwo obieralnym władzom zakonu) był podstawą jednolitego i prężnego działania kongregacji. Intelektualne i organizacyjne walory dominikanów pozwoliły kurii papieskiej uczynić z nich sprawne narzędzie swej polityki. Kanonizacja Dominika w 1234 r. umocniła autorytet zakonu.
Pierwszy klasztor dominikański w Polsce założono w 1223 r. przy kościele Świętej Trójcy w Krakowie. Fundatorami jego byli biskup krakowski Iwo Odrowąż oraz jego bratankowie: Jacek (kanonizowany w 1594 roku) i Czesław (beatyfikowany w 1713 roku). Trzej Odrowążowie w 1220 r. przebywali w Rzymie, gdzie osobiście spotykali się z Dominikiem.
Jacek i Czesław zafascynowani ideą hiszpańskiego kaznodziei wstąpili do jego zgromadzenia. Po studiach w Bolonii i złożeniu ślubów zakonnych w 1222 r. powrócili do kraju. Im należy przypisać rolę głównych współorganizatorów pierwszych domów dominikańskich w Krakowie i w latach 1226–27 w Sandomierzu, Wrocławiu i Gdańsku. Przyczynili się oni także do ustanowienia w 1228 r. polskiej prowincji dominikanów. Przed 1236 r. z fundacji księcia Władysława Odonica powstał pierwszy konwent dominikański w Wielkopolsce, w książęcej stolicy — Gnieźnie, przy kościele Świętego Krzyża. W 1243 r. zakonnicy przenieśli się z Gniezna do Poznania, gdzie od księcia Przemysła I otrzymali kościół w osadzie Św. Gotarda.
Na czas osiedlania się w Polsce dominikanów w budownictwie murowanym przypada schyłek panującego od czasów przyjęcia chrztu stylu romańskiego. W monumentalnych budowlach tego okresu, na północy kraju coraz powszechniej stawianych z cegieł, widoczne były zwiastuny nowego stylu architektonicznego — gotyku. Owe ogólne tendencje budowlane czytelne są również w architekturze najstarszych kościołów i klasztorów dominikańskich. Szczególny wyraz nadawała im nakazywana regułą cnota ubóstwa. Pozbawione wież, transeptów i charakterystycznych dla romańskich świątyń apsyt i apsydioli, z prostokątnie zamkniętymi prezbiteriami, nie zawsze w całości przesklepione, kościoły dominikańskie odzwierciedlały ideowy program zakonu. Mimo surowej prostoty brył nie brakowało w nich architektonicznego dekoru, stosowanego z umiarem, jednakże podkreślającego, że świątynie są domami Boga na ziemi, dla wiernych zapowiedziami wspaniałości raju. Do korpusu kościołów, zazwyczaj od południa, dostawiali dominikanie budynki klasztorne, najczęściej wraz z kościołem tworzące zamknięty czworobok.

Po tym wstępie przenieśmy się do XIV-wiecznego Żnina. W lipcu 1331 r. powracający z wyprawy na Wielkopolskę oddział krzyżaków, pod dowództwem marszałka Zakonu Dietricha von Altenburg, wtargnął do miasta. Żnin i okoliczne wsie złupiono, podpalono i mordowano ich mieszkańców. Napastnicy z krzyżem na szatach nie oszczędzili kościołów i arcybiskupiego dworu. Spowodowane rezją krzyżacką straty materialne w archidiecezji gnieźnieńskiej arcybiskup Janisław obliczył na 10 800 grzywien srebra. 4 lutego 1339 r. Królestwo Polskie wszczęło z Zakonem krzyżackim kanoniczny proces o zwrot zagrabionego Pomorza, Kujaw, ziem chełmińskiej, dobrzyńskiej i michałowskiej oraz wyrównanie szkód powstałych w wyniku najazdów krzyżackich. Proces toczył się w neutralnej, mazowieckiej Warszawie.
Do papieskiego trybunału ze skargą wystąpili również arcybiskup gnieźnieński i biskup poznański domagając się odszkodowań za spalone przez wojska zakonne kościoły i zniszczone dobra kościelne. Sąd przesłuchał 126 świadków. Byli wśród nich ci, którzy widzieli zniszczony najazdem Żnin. Werdykt sądu korzystny dla króla polskiego satysfakcjonował także obydwu biskupów. Wątpliwe jednak, aby krzyżacy zapłacili metropolicie przysądzone odszkodowanie. Zawarcie 8 lipca 1343 r. w Kaliszu traktatu pokojowego z krzyżakami, którym Polska zrzekła się Pomorza, ale nie praw do niego, jako wieczystej jałmużny Zakonu, jak się wydaje likwidowało również spłaty zasądzonych w procesie warszawskim odszkodowań.
Żnin był w tym czasie ulubionym miastem rezydencjalnym metropolitów gnieźnieńskich. To też arcybiskup Janisław, nie czekając na wątpliwe pieniądze z odszkodowań krzyżackich, szybko przystąpił do odbudowy miasta. Odnowiony Żnin lokowano w nowym układzie przestrzennym na lewym brzegu Gąsawki. Tam przeniesiono kurię arcybiskupią, od XII w. usytuowaną przy spalonym przez krzyżaków kościele N.M.Panny na Ostrowie, fundowanym przez arcybiskupa Jakuba ze Żnina. Odbudowę miasta kontynuował następca Janisława na gnieźnieńskim tronie Jarosław Bogoria ze Skotnik, uważany przez jemu współczesnych za założyciela Żnina. Bodajże największą inwestycją podjętą w Żninie przez arcybiskupa Janisława była fundacja konwentu dominikanów w 1338 r. Murowany kościół dominikański pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i klasztor zaczęto budować za pontyfikatu Janisława, ale nie wykluczone, że budowę prowadził jeszcze jego następca. Nie wiadomo, co skłoniło arcybiskupa do zaproszenia do swego miasta właśnie dominikanów. Być może wpływ na to miała obawa przed ekspandującą na zachodzie Europy herezją biczowników.
Wędrujące od miasta do miasta gromady biczujących się i nawołujących do pokuty ludzi zagrażały nie tylko Kościołowi, ale i uświęconemu porządkowi społecznemu. Pojedyncze grupy kontestatorów przenikały na obszar diecezji poznańskiej. W lipcu 1338 r. delegaci kapituły poznańskiej, oficjał Mikołaj i inkwizytor Mikołaj, radzili w Żninie z metropolitą Janisławem nad sposobami zapobieżania herezji. W razie jej rozprzestrzeniania dominikanie, zakon zaprawiony w zwalczaniu heretyków, mieliby pełne ręce roboty. Nie można jednak wątpić, że fundacja miała również wzmocnić prestiż arcybiskupiego miasta, a uczeni zakonnicy mogli być użyteczni w żnińskiej kurii metropolitów.
Dominikanie zaliczali się do zakonów mendykanckich, żyjących z jałmużny. Podstawą ich egzystencji w Żninie była darowizna fundatora. Obejmowała ona plac, na którym stanął kościół i klasztor, rozległy ogród uprawiany przez pięciu zagrodników, młyn wodny z tonią rybną w Kos-mowie, prawo rybołówstwa na żnińskich jeziorach oraz czynsze z trzech jatek mięsnych w Żninie. Dzięki hojności mieszczan do końca XV stulecia dominikanie wzbogacili się o kilka domów i ogrodów. Kościół i klasztor wybudowano i wyposażono za pieniądze metropolitów. Zespół budowli dominikańskich wznosił się w bliskim sąsiedztwie arcybiskupiego dworu. Sądząc z późniejszych wzmianek źródłowych, bez-wieżowy kościół dominikański miał jednoprzestrzenną nawę i wyodrębnione, prostokątne prezbiterium. Przylegały do niego ustawione w czworobok budynki klasztorne, krużgankiem otaczające mały wirydaż. Gotyckie budowle żnińskich dominikanów były charakterystyczne dla budownictwa zakonów mendykanckich. Zgodnie z zakonnymi konstytucjami budowlanymi były one trwałe, solidne lecz skromne. Budowali je pewnie zatrudnieni przez metropolitę muratorzy, ale wyraz ideowy nadali im sami dominikanie.
Donacje mieszczan na rzecz klasztoru świadczą, iż żninianie zaakceptowali dominikanów. Pewnie przyczyniły się do tego nowe, atrakcyjne formy nabożeństw, zwłaszcza odmawianie przez zakonnych kapłanów wraz z wiernymi niektórych modlitw w języku polskim. Pełniejsze uczestnictwo w liturgii zaspokajało również widoczną u schyłku średniowiecza potrzebę laików aktywniejszego uczestnictwa w życiu Kościoła.
Dla kultury średniowiecznego Żnina duże znaczenie miała szkoła klasztorna. Pobierał w niej nauki niejeden żninianin. Jej najwybitniejszym wychowankiem był Piotr z Chomiąży (zm. po 1393 roku), prowincjał dominikanów polskich w latach 1358–70 i 1382–85, papieski penitencjarz misji pruskich, wielce zasłużony dla utrzymania przy polskiej prowincji śląskich klasztorów dominikańskich, a tym samym polskich wpływów na Śląsku. Pamiątką po prowincjale Piotrze jest przez niego skolacjonowana, wspaniale iluminowana biblia, dar metropolity Janisława ze Skotnik dla kapituły, do dziś przechowywana w archikatedrze gnieźnieńskiej. Żninianinem był również Reiman przebywający w żnińskim klasztorze około połowy XIV w.. Zdaje się, że klasztorna szkoła żnińskich dominikanów w XVXVI stuleciu przeżywała okres świetności. Miała wówczas nie tylko znaczenie lokalne, ale była znana i ceniona w całej polskiej prowincji Zakonu.

Być może do jej rozwoju przyczynił się jeden z najwybitniejszych prowincjałów, Jakub z Bydgoszczy, sprawujący urząd przełożonego polskich domi­nikanów w latach 1447–78. Znamy z tego czasu imiona lektorów i studentów żnińskiej szkoły. W 1450 r. Mikołaj ze Żnina był studentem szkoły dominikańskiej w Krakowie. W latach 1461–69 mistrzem studiów, wykładowcą i kaznodzieją żnińskim był o. Henryk. Studiował w tym czasie w Żninie Wojciech z Wrocławia, późniejszy przeor tutejszego konwentu. W 1461 r. lektorem dominikańskiego studium w Krakowie był Wincenty ze Żnina, zapewne wykształcony w żnińskim klasztorze. W 1468 r. lektorem sandomierskiej szkoły klasztornej był Michał ze Żnina. W tymże samym roku w Krakowie wykładał Mikołaj ze Żnina w 1494 r., lektor szkoły dominikańskiej we Lwowie. Do klasztoru dominikańskiego w Brześciu w 1514 r. wysłano Stanisława, studenta żnińskiej szkoły. W 1519 studiował w Żninie o. Fabian.
Podstawą studiów klasztornych była biblioteka.
Poza powyższymi, skąpymi wzmiankami brak w źródłach średniowiecznych szerszych wiadomości o żnińskich dominikanach. Nie wiemy nic pewnego o codziennym życiu mieszkańców klasztoru i jego wyposażeniu. Z pewnością cennych informacji dostarczyłyby badania archeologiczne przeprowadzone na byłej posesji dominikańskiej. Nie wiemy nic o sytuacji żnińskich zakonników w chwilach dla miasta trudnych, podczas wojen i pożarów. Można jedynie przypuszczać, że brak takowych wzmianek świadczy, iż klasztor zbyt mocno wtedy nie ucierpiał. W latach 80-tych XIV w. Żnin znajdował się w centrum działań zwaśnionych stron podczas wielkopolskiej wojny domowej, w starszej literaturze określanej jako wojna Nałęczów z Grzymalitami. Miasto przez pewien czas okupowane było przez najemną załogę Grzymalitów. Cierpieli z tego powodu mieszczanie, więc pewnie nielekko było i zakonnikom. W tych niespokojnych czasach w mieście często dochodziło do zbrojnych gwałtów i rabunków. Jedyną wiadomością o tych wydarzeniach mającą związek z klasztorem jest informacja, że dominikanie pochowali dwóch kupców zamordowanych podczas napadu rycerza Jana Gałązki na kupiecki konwój pod Żninem.
Wiek XV to czas przenikania do Polski religijnego nowinkarstwa, zwłaszcza z ogarniętych herezją Czech. Docierali na nasze ziemie husyccy predykanci i wielu Polaków walczyło pod sztandarami wrogich Rzymowi reformatorów, stając się wyznawcami głoszonych przez nich idei.

Wpływy nowinkarzy ominęły arcybiskupi Żnin. Pojedyncze przypadki udzielania wiernym komunii pod postacią chleba i wina, jak miało to miejsce w Gó­rze i Chomętowie, bardziej odzwierciedlały niepokój nurtujący katolików w dobie soboru w Konstancji, niż budzący większy niepokój metropolity przejaw herezji. Wystarczyło, że winni takowego wykroczenia zaprzysięgali zaprzestanie niegodnych praktyk, aby — unikając przewidzianej dla za­twardziałych heretyków kary śmierci — napowrót przyjęto ich na łono Kościoła. Spraw o herezję toczyło się przed sądem arcybiskupim w Żninie kilka i kilku heretyków osadzono w wieży kościelnego zamku w Wenecji. Wszystkie zakończyły się aktem skruchy obwinionych i łaskawym przebaczeniem sądu. W procesach o herezję czynny był dominikanin Mikołaj z Łęczycy, inkwizytor papieski na obszar archidiecezji gnieźnieńskiej i diecezji poznańskiej. Pewnie uczestniczyli w nich także żnińscy dominikanie.
Więcej wzmianek o żnińskich dominikanach znajdujemy w nowożytnych aktach kapituły gnieźnieńskiej. Ale i one w większości omawiają sprawy majątkowe klasztoru. W latach 1511-12 z inicjatywy prymasa Jana Łaskiego, kanonik Klemens Suszyński dokonał szczegółowej lustracji dóbr prymasa i kapituły gnieźnieńskiej. Na podstawie akt lustracyjnych (Visitationes bonorum archiepiscopatus nec non capituli Gnesnensis) w latach 1511–23 prymas Łaski przygotował Liber beneficjorum archidiecensis Gnesnensis, księgę inwentarzową zawierającą spis majętności i praw gnieźnieńskiego Kościoła. W dziele prymasa nie pominięto wzmianki o fundowaniu, wymurowaniu i wyposażeniu przez arcybiskupa Janisława żnińskiego klasztoru dominikanów. Uzyskane od Janisława uposażenie klasztoru w 1538 r. potwierdził arcybiskup, prymas Jan Latalski. W XVI stuleciu dochody klasztorne nie wystarczały na utrzymanie kościoła i godziwe życie zakonników nieraz cierpiących niedostatek.
Biedzie zaradził prymas Stanisław Karnkowski. W 1588 r. zwiększył uposażenie klasztoru, wydzielając z dóbr swoich stołowych ogród na Wilczkowie i łąkę pod miastem oraz zezwolił im odławiać ryby w miejskiej fosie. Prawo wolnego połowu ryb na jeziorach żnińskich zamieniono dominikanom na dziesięcinę rybną z wszelakich połowów niewodem na obydwu jeziorach pańskich oraz cotygodniową porcję ryb na potrzeby kuchni klasztornej. Jedynie przeor zatrzymał prawo połowu z dwóch łodzi na Dużym Jeziorze żnińskim. W 1597 r. prymas Karnkowski powierzył dominikanom duszpasterstwo parafii w Górze. Było to bogate beneficjum obejmujące 9 łanów, 3 zagrody i trzy łany sołtysie. Dochody plebańskie z Góry poprawiły warunki bytowania zakonników.

W początku XVII w. wspomnianą dziesięcinę rybną dominikanie odstąpili dzierżawcy jezior arcybiskupich za czynsz w wysokości 30 tysięcy złotych polskich.
XVI stuleciu klasztor otrzymał niemałe donacje od szlachty i mieszczan. W 1619 r. Zygmunt Smogulecki darował dominikanom 600 zł. Większą darowizną uhonorował ich mieszczanin Krzewka, w 1646 r. zapisując im 180 zł i w 1650 r. jeszcze 2000 zł. Od mieszczan otrzymał klasztor także prawie włókę gruntu. Nic więc dziwnego, że w aktach wizytacyjnych żnińskiej parafii w 1682 r. zapisano, że dominikanie żyją nie z bogatych prestymoniów lecz szczodrobliwej łaski mieszczan.

Większe, zapisane w aktach dary, jak i umykająca ewidencji drobna jałmużna świadczą, że zakonnicy zasłużyli sobie na wdzięczność mieszczan. Domyślać się można, że oprócz posłóg religijnych starali się nieść im pomoc podczas klęsk żywiołowych i gwałtów żołnierskich spadających na miasto w niespokojnym XVII stuleciu, tak jak w 1636 r. nie bacząc na niebezpieczeństwo zabrali z ulicy pisarza miejskiego pobitego do nieprzytomności przez rabujących Żnin żołnierzy Ernesta Denhofa.
Nie wiadomo, aby w czasach nowożytnych przekształcano lub rozbudowywano kościół i klasztor. Wydaje się, że gotycki czworobok dominikańskich budowli trwał latami w niezmienionym kształcie. Zapewne był remontowany, chociaż źródła wskazują, że jego stan techniczny pogarszał się z roku na rok.
Lakoniczne wzmianki aktowe oraz mała część wyposażenia dominikańskiej świątyni dotrwała do naszych dni, pozwalają podjąć próbę rekonstrukcji wnętrza klasztornego kościoła, jakim było ono w XVII-XVIII wieku. W prezbiterium, wsparty o zamykającą je ścianę stał ołtarz główny, zwany wielkim — drewniany, architektoniczny, pewnie zdobny posągami świętych i kolumnami, z obrazem Matki Bożej w środkowym polu nastawy.
Być może, że był w nim także wizerunek patrona świątyni, św. Jana. Przy bocznych ścianach prezbiterium stały drewniane stalle dominikanów, jako że prezbiterium było jednocześnie chórem zakonnym. W nawie po obu stronach łuku tęczowego były dwa ołtarze boczne. Po prawej stronie nawy, w pobliżu tęczy, stała chrzcielnica, drewniana, wykonana w stylu manierystycznym w pierwszej ćwierci XVII w., w kształcie kielicha na czarze i nodusie zdobnego rzeźbami aniołków, nakryta pokrywą w formie wielobocznego tempietta z półkolumnami i niszami, w których umieszczono płaskorzeźby śś. Jana Ewangelisty, Grzegorza Wielkiego i niezidentyfikowanego biskupa oraz rzeźbami pięciu apostołów.
Figury apostołów, gotyckie, z pierwszej połowy XVI w., niegdyś wolno stojące, ucięto na wysokości kolan i wtórnie użyto do ozdobienia chrzcielnicy. Są one najstarszym świadectwem wyposażenia klasztornego kościoła. Pod zachodnią ścianą był chór muzyczny. Stały na nim organy z prospektem bogato przybranym barokową ornamentyką. Od początku XVIII w. w jednym z ołtarzy, pewnie wielkim, umieszczono obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem. Namalowano go w pierwszej połowie XVII w. w typie Madonny z rzymskiego kościoła Santa Maria Maggire. Był obrazem wotywnym. Widoczna jest na nim postać fundatora zamalowana w trakcie nieudolnej restauracji. Początkowo wisiał w kaplicy urządzonej w bramie miejskiej (Był to zwyczaj dawniej częsty. Może najsłynniejszym przykładem jest kaplica ostrobramska). Tam zasłynął łaskami i jako cudowny przeniesiony został w godniejsze miejsce, do kościoła dominikanów. Z wdzięczności i na znak kultu pod koniec XVII w. na głowy Maryi i Jezusa nałożono srebrne królewskie korony, a ich malowane szaty przysłonięto srebrnymi sukienkami trybowanymi w barokowe motywy kwiatowe. Wokół obrazu zawisły srebrne wota. Do dziś przetrwało ich kilkanaście. Najczęściej rytowano na nich fundatorów adorujących Matkę Bożą.
Najstarsze z nich wykonano w 1650 r., najmłodsze w końcu XVIII w. Szczególnie cennym darem i wspaniałą ozdobą obrazu było 15 kolistych w ażurowym obramieniu, trybowanych i rytowanych w srebrze, plakietek przedstawiające Tajemnice Różańcowe: Zwiastowanie, Narodzenie, Adorację Dzieciątka, Ofiarowanie Chrystusa w świątyni, Chrystus nauczający w świątyni, Chrystus w Ogrójcu, Biczowanie, Cierniem Koronowanie, Upadek pod krzyżem, Ukrzyżowanie, Wniebowstąpienie, Zesłanie Ducha Świętego, Wniebowzięcie N.P.Maryi, Koronacja Matki Bożej. Wykonano je w Poznaniu, w drugiej połowie XVII w. Prawdopodobnie fundował je szlachcic herbu Leliwa. W zachrystii, wśród aparatów liturgicznych zwracała uwagę monstrancja, wysoka na 85 cm, złocona, wykonana ze srebra technikami repusowania, odlewania i cyzelowania około 1630 r. przez bardzo dobrego złotnika w Toruniu.
Umieszczone w glorii monstrancji posążki Matki Bożej z Dzieciątkiem, św. Jana i dominikańskich świętych — Dominika i Antonina biskupa nie pozwalają wątpić, że kosztowną monstrancję polecili wykonać żnińscy dominikanie dla klasztornego kościoła św. Jana, w którym Matka Boża doznawała szczególnego kultu.

Drugi, bardzo podobny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, także w typie wizerunku z Santa Maria Maggire, nieco młodszy, z drugiej połowy XVII w., wisiał w króżganku klasztornym. Czczono go jako wizerunek Matki Bożej Gankowej.
W wychodzących z dominikańskiego kościoła procesjach noszono feretron, rokokowy, z dwustronnie płaskorzeźbionymi i malowanymi obrazami św. Jacka i nierozpoznanej świętej niewiasty, może także związanej z zakonem dominikanów.
Za kościołem św. Jana w stronę miejskiego muru obronnego nad Gąsawką, usytuowany był plac zwany ogrodem klasztornym, używany jako podwórze gospodarcze. Tu, w osobnym budynku, była kuchnia klasztorna, stały: spiżarnia, spichlerze, browar, budynki inwentarskie i zabudowania mieszkalne służby. W 1767 r. ojcowie dominikanie objęli w opiekę parafię w Wenecji z nowowybudowanym, drewnianym kościołem. Wieś była własnością arcybiskupów gnieźnieńskich, mających tu rozległy folwark. Parafia była dawną, wraz z pierwszym w tej miejscowości kościołem, fundowana w 1392 r. Prebenda wenecka wzbogaciła dominikanów o eona j mniej dwa łany gruntów ornych i dziesięcinę z kilku wsi należących do parafii. Uposażono ich również małym ale rybnym jeziorem położonym w Wenecji, które od tego czasu nazywane jest Jeziorem Dominikańskim. Zarządzanie Wenecją zmącił dominikanom pożar kościoła w 1775 r. Szczęściem ogień nie strawił całej świątyni. Po remoncie dominikanie duszpasterzowali w niej aż do 1838 r.
W marcu 1774 r. Prusy wbrew postanowieniom traktatu rozbiorowego Polski zagarnęły Żnin. Zaborca dla zorientowania się w wartości zagrabionego terytorium w 1775 r. sporządził opis inwentaryzacyjny miasta. Nie pominięto w nim dominikanów. W klasztorze zamieszkiwało 11 zakonników. Konwent utrzymywał 4 parobków i 2 służących. Kościół i budynki klasztorne od dłuższego czasu nie remontowane, były w złym stanie. Gospodarstwo klasztorne podupadło. Włókę klasztornej ziemi obsiewano 1,5 korcem pszenicy (korzec = ok. 120 kg), 10 korcami żyta, 6 korcami jęczmienia, 4 korcami owsa, korcem lnu, połową korca tatarki i połową korca nasion roślin ogrodowych. Hodowano 6 koni, 3 krowy, 6 świń i trochę drobiu. Z klasztornej łąki zbierano 2 dwukonne wozy siana. Z posiadanego majątku dominikanie nie płacili czynszów.
Patriotyczna postawa duchowieństwa w czasie insurekcji kościuszkowskiej przyspieszyła planowaną przez zaborcę sekularyzację dóbr kościelnych i likwidację zakonów.

Wcześniej — dekretem pruskiego monarchy –zabroniono przyjmowania nowicjuszy do klasztorów katolickich. Kasatę odwlekło włączenie Żnina w 1807 r. do Księstwa Warszawskiego, napoleońskiej namiastki wolnej Polski. Według statystyki departamentu bydgoskiego z 1812 r. klasztory dominikańskie były w Brześciu Kujawskim, Chełmnie, Toruniu i Żninie. Oprócz żnińskiego, pozostałe zamieszkiwali zakonnicy. Prawdopodobnie opuszczenie żnińskiego klasztoru spowodowane było groźbą zawalenia budowli.
Postępowanie kasacyjne żnińskiego konwentu ciągnęło się od 1817 do 1825 r. W 1819 r. pruskie władze budowlane ze względów bezpieczeństwa wydały nakaz rozbiórki nadwątlonych budowli dominikańskich. Kościół zburzono w latach 1820 –1821. Rozbiórka klasztoru trwała do 1839 r. Cegłę rozbiórkową sprzedano na budowę nowych domów w Żninie. Z klasztornej nekropolii szczątki zmarłych dominikanów przeniesiono na cmentarz parafialny i złożono w murowanym grobowcu przy głównym ganku.
Majątek klasztorny podzielono między żnińskie gminy wyznaniowe, katolicką i ewangelicką. Część jego przeznaczono na utrzymanie szkól. Parcelę, na której stał klasztor i kościół otrzymała gmina ewangelicka. W 1839 r. z fundacji króla Prus Fryderyka Wilhelma III zbudowano na niej zbór. W jego miejsce w 1909 r. wzniesiono okazałą, neogotycką świątynię ewangelicką. Od 1945 r. służy ona katolikom jako kościół p.w. Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej.
Dłużej przetrwały zabudowania gospodarcze klasztoru. Żnińscy piwowarzy długi czas korzystali z klasztornego browaru, aż drewniana budowla rozpadła się ze starości. W murowanym czworaku mieszkalnym służby klasztornej, stojącym przy dzisiejszym placu Działowym, do końca XIX w. był szpital miejski. Obecnie, mocno przemurowany, jest on znów domem mieszkalnym.
Aparaty i szaty liturgiczne oraz sprzęty kościelne przysądzono gminie katolickiej. Przeniesiono je do parafialnego kościoła św. Floriana. Część z nich uzupełniła wyposażenie tej świątyni, część oddano do potrzebujących, podżnińskich kościołów. Obydwa obrazy Matki Bożej, wota, monstrancję, stalle, feretron i prospekt organowy pozostawiono w kościele św. Floriana. Chrzcielnicę zabrano do kościoła w Gąsawie. Rzeźby ołtarzowe trafiły do kościoła w Wenecji. Do kościoła stojącego w miejscu dominikańskiej świątyni przekazano obraz Matki Bożej Gankowej.

Monstrancję dominikańską zdeponowano w skarbcu Muzeum Archidiecezjalnego w Gnieźnie. Pewnie w kościele św. Floriana i podżnińskich kościołach są jeszcze sprzęty należące niegdyś do dominikanów, ale z braku inwentarza i charakterystycznych cech identyfikacyjnych trudno je dziś rozpoznać.
Kończąc szkic o żnińskich dominikanach zdaję sobie sprawę, że pełniejsze przedstawienie ich dziejów wymagałoby podjęcia nowych badań, których nie byłem w stanie przeprowadzić. Ale też celem mojej pracy była nie naukowa dysertacja lecz przypomnienie mieszkańcom naszego miasta zakonników, którzy przez blisko 500 lat dzielili ze żninianinami dole i niedole dnia codziennego, byli z nimi podczas spadających na miasto klęsk — wojen, pożarów i morowego powietrza, opatrywali potrzebujących, a w spokojnych czasach, w cieniu arcybiskupiego dworu uczyli młodzież i odpoczywając raczyli się dobrym, żnińskim piwem z własnego browaru. Winniśmy pamięć tym zakonnikom, których zaborca wypędził ze Żnina. Patrząc na niewiele zabytków, jakie nam pozostały pomyślmy, że może ich ręce rzeźbiły lub malowały te bezcenne dla nas pamiątki. Zadbajmy o ich opuszczoną mogiłę, bo ojczyzna to ziemia i groby.
Wiemy przecież z lekcji, jakich nam nie szczędziła historia, że narody tracąc pamięć — tracą życie.